sobota, 19 lipca 2008

Wsponmienie


w nocy pomagalem lekarzowi zakladac gips,okazalo sie,ze byl w Iraku.Wrocily tamte wspomnienia.

czwartek, 10 lipca 2008

Kowal+jego praca


Tu Marcin (piekne imie) pozuje ze swojej produkcji geyradarem

Atak iskier


W ramach odreagowania 1 nocnej zmiany w szpitalu oraz w celu umocnienia wiezow miedzyludzkich wybralem sie do pracowni kolegi kowala artystycznego

poniedziałek, 7 lipca 2008

Moja sopa de raja

Wciaz doskonale i uszlachetniam smak zupy ktora podpatrzylem u Indian.3 miesiace temu walesajac sie po polnocnym Meksyku trafilem do miasta Ensenada nad oceanem.W poszukiwaniu ciekawych smakow chodzilem po centrum gdzie trafilem na zadaszony spory wozek na 4 kolach.Przy nim postawiono waski stoliczek z taboretami.Szukajac orginalnego,smakowitego i taniego jedzenia daleko w swiecie warto patrzec gdzie jedza autochtoni.I tak bylo w tym przypadku.Kilkunastu facetow wcinalo jakas zupke.Postanowilem sie dolaczyc.Tak mi posmakowala,ze wrocilem tam na sniadanie nastepnego dnia.Kolejny raz na ta potrawe trafilem odwiedzajac Indian Seri na pustyni Sonora.Tym razem grupa tajemniczo pomalowanych kobiet gotowala zupke w wielkim garnku na ognisku.Byla to pikantna zupa z pomidorami,ryba raja (rodzaj plaszczki) i kalmarami.Do tego podawano cieple tortile i polowki lemonki.Pychota.Od jakiegos czasu przy dostepnych produktach probuje odtworzyc ów smak.Idzie mi coraz lepiej.Wkrotce napisze recepture.

czwartek, 3 lipca 2008

Radziu


Fakt faktem kto zna Radzia (ponad 15 lat znajomosci) wie,ze daleko mu do modela.Tu jednak zdolalem go naklonic do pozowania.Posadzilem go na wielkim glazie narzutowym-atrakcja golchowskiego lasu

Upal powala zwierzaki


Upal trzymajacy w swych kleszczach Polske nie oszczedza dziczyzny.Golchowskie zubry szukaja cienia i leza bykiem

Przygoda w pociagu

Kaliski dworzec PKP .Tym razem o dziwo planowo przybyl pociag relacji Suwalki -Wrocław.Niemilosierny upal.Gdyby nie te towarowe wagony do okola pomyslalbym,ze to Karaiby i zaraz dostane drina z palemka od mulatki z zebami jak perelki.To jednak Kalisz ze swoimi wadami ale kochany.Wiec wsiadam do pociagu,znalazlem wolne miejsca.Wyciagam laptopa bo znow chcialem obejrzec gangsterski szlagier Zycie Carlita a tu koles z naprzeciwka zaczyna wyciskac z nogi jakies wagry.Do cholery ponad metr od mojego pyska,jeszcze mnie trafi.Juz zbieralem sie w sobie do reprymendowania a tu patrze w jego oczy i widze balagan.Mysli pomieszane,nieskladne.40 latek,obok siedziala jakas staruszka zapewne jego mama-opiekunka.Oczywiscie zrezygnowalem z wieszania psow.W pore wlaczyla sie tolerancja i wyrozumialosc.Praca w szpitalu wyrabia jednak pewna wrazliwosc na ludzka krzywde,a dobra spostrzegawczosc to spuscizna po zawodzie fotoreportera.