czwartek, 2 lipca 2009

Mój zielony sąsiad


Niedaleko mojego mieszkalnego campu (blaszany barak:łózka,szafka,stolik i najważniejsza klima) rosną 2 niezidentyfikowane drzewa.Rano fotografowałem siedzące tam kameleony.Jest ich ponoć 4 ale trudno je znaleźć pomiędzy drzewami.No w końcu są synonimem kamuflażu.Rano udało mi się jednego z nich znaleźć.Pewnie oczekiwał na jedną z licznych tu modliszek.Zazdroszczę mu jego kameleoniej cierpliwości.

Dzieciaki


Dzieci gdy tylko zobaczą bądź usłyszą kolumnę wojskowych aut biegną w ich stronę.Jak to dzieci są ciekawskie ale też liczą na jakiś podarek rzucony przez żołnierza.Większość maluchów chodzi boso.W klapkach biega się niewygodnie więc często ściągają buty,trzymają je w reku i biegną skoro sił.Nie przejmują się szkłem,cierniami.Są zaprawione i na swój sposób odporne na ich podłe życie.

Świadectwo konfliktów


Mija się je jeżdżąc tutejszymi drogami,stare czołgi świadectwo ubiegłych już zapomnianych konfliktów.Czad od lat targany jest przez różnorakie wojenki,przewroty,napady.Dzieci nie posiadając telewizora (większość też nie chodzi do szkoły) czerpią wzorce z ulicy.Tam widzą rebeliantów fajnie ubranych w fajnym samochodzie,mają pełno broni budzą respekt i posuch u reszty.Dzieci też tak chcą żyć.W Iribie przeprowadzono badania kim chcą zostać dzieci jak dorosną.Większość chłopców chce zostać Dżamistami czyli lokalnymi rebeliantami,watażkami albo pospolici bandyci.Imponują dzieciom.Myślę,że szybko to tu pokoju nie zaznają.

Wesoła agroturystyka


Okrągły stożkowy domek z trzcinowej maty bądź maleńki domek z glinianej cegły to domostwa tutejszej ludności.Wszystko otoczone glinianym murkiem lub kupą kolczastych gałęzi

Komunikacja w Czadzie


Grzbiet chudego konika bądź grzbiet wychudzonego wielbłąda ewentualnie grzbiet leniwego osiołka to najpopularniejszy środek transportu w tym spalonym Słońcem kraju.Oj nie chciałbym być jakimkolwiek zwierzęciem domowym w Czadzie a psem szczególnie

Rosomak


Rosomak czyli ponad 20 ton bezpieczeństwa.Robi wrażenie.W środku klima,muzyczna i nawet specjalnie nie trzęsie na przecież podłej jakości czadyjskich drogach.Tylko niestety nic nie widać dlatego wole jeździć land roverem w pyle i upale.

Welcome to Africa


Witam w Afryce.Taaaaaakkkk po wielu miesiącach starań,niezliczonych telefonach jestem nareszcie w Afryce.To mój pierwszy raz na tym kontynencie i to od razu w najbiedniejszym państwie.Czad tu właśnie jestem od 3 dni.Żar leje sie z nieba.2 dni temu fotografowałem termometr 56 stopnie (w cieniu 42).Z ta temp jest o tyle ciekawa sprawa,ze ponad 3 miesiące temu bylem na biegunie zimna w Ojmiakonie (-60) a teraz wskoczyłem w 2 skrajność.
Gdy wczoraj po raz pierwszy zobaczyłem pic upa rebeliantów-Dżamistów (czy jak ich się tu nazywa) pomyślałem jest ciekawie.Parę minut później fotografowałem z jadącego auta grupkę dzieci,2 chłopców markowało symulowało strzelanie z kałasznikowa do mnie.Pomyślałem wtedy o nie tu to prywatnie na wakacje to nie przyjadę.
NA pierwszym postoju konwoju poszedłem oglądnąć most na korycie wyschniętej rzeki.Spalonym kawałkiem drewna dzieci namalowały lwów,ptaki,wielbłądy a obok karabiny maszynowe i strzelających do siebie ludzi.Europo,Azjo kocham was.