poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Koncert Woodego

Konczy sie moj ostatni dzien w NY.Byl zdecydowanie wazny i szczegolny.Bylem w muzeum Indian,plynalem promem na State Island,chodzilem po Chelsea i central parku ale to wszystko bylo niczym w porownaniu z koncertem Woodego Allena i jego grupy jazzowej.Dla mnie ten rezyser i aktor to po De Niro najwazniejsza postac ze swiata filmowego z Ameryki.Brak wlasciwych slow na opisanie mojego stanu,kiedy zobaczylem na zywo ulubionego rezysera.Robilem mu zdjecia,wysluchalem jego koncertu,jasna cholera czuje sie szczesliwy.Pieknie koncze swoja przygode z USA.Za kilka h lece do Chicago

2 statuly wolnosci i to zywe

WOODY ALLEN-bylem na koncercie

Sila narodu od swieta

Amerykanie jak chyba zaden inny narod w obliczu jakiegos patetycznego swieta badz zagrozenia potrafia sie zjednoczyc.Ze lza w oku spogladaja wtedy na swoje dumne wielogwiazdkowe i paskowe flagi gotowi do reakcji.Zdecydowanie kochaja swoj kraj.

Tysiace barow,dziesiatki kuchni

Nowojorczycy jak nikt inni potrafia korzystac z dobrodziejstw wynikajacych z obecnosci imigrantow.Kuchnie narodowe bo to mam na mysli opanowaly to miasto.Niepodzielnie kroluje wloska na poly z amerykanska (burgery,bufflo wings).RAjem dla smakoszy okazuje sie Chinatown."Skosy" moze nie potrafia wytfornie przyrzadzac dan natomiast maja ich cale dziesiatki.Ja upodobalem sobie owoce morza i to na wiele sposobow.Nie brak na miescie,zwlaszcza przy duzych ulicach malych budek serwujacych hot-doga czy niewielki arabski szaszlyk.Jest kilka restauracji ktore sa slynne z jakis potraw i wieczorami przed lokalem czeka dluga kolejka glodomorow.Na Brooklynie pod slynnym mostem brooklynskim jest ponoc najlepsza pizza w miescie.Robiac nocne zdjecia Manchattanu przypadkiem tam zawedrowalem.Na zewnatrz restauracji stala kolejka ludzi dluga na 40 m.Jedzenie tam musi byc naprawde niesamowite skoro ludzie czekaja tak dlugo na stolik.Pedze zaraz zobaczyc gielde nowojorska,niedaleko niej meksykanie prowadza tani bar wiec na sniadanie zjem veggi taco za 2.5 dolca.Jedno jest pewne ludzie tu lubia i potrafia zjesc dobrze i ciekawie.

niedziela, 20 kwietnia 2008

NY NY NY NY NY NY NY

Jutro moj ostatni dzien w tym jedynym w swoim rodzaju miescie.Zobaczylem wiele ale to i tak malo w skali miasta.POdoba mi sie na Chinatown i Harlemie.To bardzo narodowe dzielnice gdzie ulice tetnia zyciem.Na Harlemie poznalem Murzyna,ktory w budce telefonicznej trzymal nielegalne papierosy i twierdzil,ze to jego biuro.NY troche mnie przytloczyl swoim ogromem,rozmaitoscia wszystkiego i oczywiscie legenda miasta ktore nigdy nie zasypia,miasta wielu filmow,miasta wszystkich kultur ,ludzi i kuchni.To specyficzne miasto nie tylko w skali USA.Jutro koncze przygode z tym molochem i bedzie to najwazniejszy dzien.Wieczorem bowiem bede staral sie zobaczyc Woodego Allena a jak dobrze bedzie to poslucham jak koncertuje ze swoja grupa jazzowa.Takich miast jak NY nie da sie rzeczowo opisac to trzeba przezyc i zobaczyc samemu.Moj swiat po USA nigdy nie bedzie juz taki sam.Chocby filmy amerykanskie ktore teraz bede ogladal pasjami beda wydawaly sie takie znajome.

Jestem zmeczony na wakacjach

Pobyt w NY uswiadomil mnie,ze jestem wyczerpany,energetycznie wypompowany.ZAsypiam zmeczony i wstaje zmeczony.Narzucilem sobie zbyt intensywne tempo i zbieram tego plony.Prawdopodobnie poczawszy od Meksyku gdzie zaczalem codziennie zmieniac miejsce pobytu zaczalem sie eksploatowac ponad miare.Nie moglem sie powstrzymac, chcialem jak najwiecej poznac i doswiadczyc w Meksyku i USA.Tyle sie dzialo,dziesiatki poznanych ludzi tysiace kilometrow.To musialo sie odbic na mojej kondycji.ALE WARTO BYLO.Czasem zimno,czasem glodno,nieraz strasznie.Wiem ,ze bylo warto sie poswiecac.Zobaczylem niesamowite miejsca.W Montanie brodzac po kolana w sniegu bieglem za stadem bizonow,w Tacomie goscilem w spelunie jak z filmu,w San Francisco przeszedlem Golden Gate,na meksykanskim oceanie dotykalem i fotografowalem wieloryby,zuylem 2 dni z Indianami Seri na pustyni Sonora,poznalem orginalne meksykanskie jedzenie,W LAs Vegas gralem w kasynie w najwiekszym hotelu swiata (5000 pokoi),W Arizonie zszedlem na dno KAnionu Kolorado i 2 dni spedzilem w rezerwacie indian Navajo,widzialem najwyzsze budynki swiata w Chicago i NY,moczylem nogi w 2 oceanach.TAk naprawde to nie jest wyjazd mojego zycia ale z pewnoscia bardzo wazna wyprawa na ktorej staralem sie pogodzic z nowym stanem rzeczy.Po powrocie czeka mnie nielatwy okres.Pierwszy raz po 7 latach znow musze znalezc jakas prace,znalezc dla siebie nowe miejsce we Wroclawiu,ponownie sie jakos odnalezc.Czuje potrzebe zaglebienia sie w swiecie filmu i w ta strone chyba pojde szukajac nowej pracy.
Nie zobaczylbym tego wszystkiego gdyby nie pomoc Jedrka,Jensa,Joann,Szczerby i Parycji za co jestem im wdzieczny.