wtorek, 13 grudnia 2011

Moskiewskie atrakcje-wiec polityczny/ Attraction of Moscow-political meeting

Jeszcze kilka dni temu mama moja jedyna przestrzegala mnie przed ladowaniem sie w zamieszki i protesty. Widziala jakies relacje z protestow w Moskwie. Co zrobilem 1 dnia w stolicy imperium- wladowalem sie w polityczny wiec. No nie mialem takiego zamiaru, po prostu byl po drodze na Plac Czerwony. Wiec zorganizowali zwolennicy partii Putina Jedyna Rosja, byl jakis koncert, machanie flagami, demonstrowanie poparcia etc. Wlasciwie nie powinno mnie tam byc bo impreze odgradzaly kordony policji i jakis sluzb, w kilku miejscacgh nie chciano mnie wpuscic wiec dokleilem sie do grupki z flagami i przeszedlem weryfikacje i ni stad ni zowad zostalem zwolennikiem obecnej rosyjskiej wladzy. Ciekawe plakaty demonstrowali uczestnicy.

Lenin wciaz zywy (pomniki)/Lenin still alive (monuments)

Znow Moskwa. Po nocy spedzionej w pociagu z Kijowa jestem w stolicy imperium. Oj trzeba bylo widziec mine celnikow i pogranicznikow gdy sprawdzali moj paszport. Choc mam papiery bez skazy, dobrze mi tez z mordy patrzy i bylem grzeczny to mialem wrazenie,ze mnie za chwile zawroca. Najlepszy byl koles chyba od narkotykow; wielki surowy facet z kamienna twarza jakby wyciosana z brzydkiego granitu.Na smyczy ciagnal malego , kudlatego pieska rasy coker spaniel (pewnie zle to napisalem ale nie mam czasu sprawdzac). Piesek zamiast wachac sumki (torby) podroznych wolal smetnie dreptac przed swoim panem. Ta para wygladala przekomicznie-piekna i bestia, Romeo i Julia...
System sie w Rosji zmienil ale pomniki Lenina jak staly tak stoja. Ja teraz nawet mieszkam na Prospekcie (szeroka ulica) Lenina a i tak komunista nie zostane.

Przez Ukraine-1 etap/Across Ukraine-first step

Przejazd przez Ukraine odbyl sie ekspresowo, a to za sprawa super inzyniera i znakomitego kierowcy Krzyska z Nadarzyna (dzieki Krzychu). Zaledwie kilka godzin zabrala nam podroz z granicy do Kijowa. Trasa na szczescie wyremontowana, rowna, brak sniegu. Prowadzila przez dosc nudny krajobraz lesny. Jednak raz wylonila sie znad horyzontu osobliwa niespodzianka, mozna dodac zlowroga bo elektrownia atomowa. Wciaz dzialajaca. A ja jade dalej, no time to lose.

sobota, 10 grudnia 2011

Jestem w drodze/ I'm on the road again


Tymczasowo mnie nie ma na ziemi ojczystej. Wybrałem tą obcą ale piękniejsza.
Wracam na szlaki, które zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Wracam sam by być jak najbardziej uważny i otwarty na to co tam sie dzieje. Nie bez znaczenia jest, że nie ma tam tych hord dziwnych turystów. Dla dobrego samopoczucia lepiej trzymać się od nich z daleka.
Wracam na łono przyrody tak dzikiej i surowej jak tylko mozna sobie wyobrazić.
Znów bede na łasce ludzi, którzy znów mam nadzieje nie zawiodą.
Dla tych co w odpowiednim momencie nie dostana życzeń świątecznych juz teraz składam życzenie-wielu powodów do szczęścia. Oderwijcie sie też czasem ot tego komercyjnego, tandetnego tła świąt i dobrej zabawy.
Zdrowia Wam i sobie życzę.

sobota, 3 grudnia 2011

Odliczam już dni do wielkiego powrotu/I counts the days to great return


Uffffffffff już tak niedużo czasu zostało do wyczekiwanego powrotu. Ludzie już czekają i piszą kiedy będę. Nareszcie już wkrótce. Puki co zamykam masę drobnych głównianych spraw i wykupuje najcieplejszą odzież w najtańszych lumpeksach.Oj już to czuję,będzie dobrze.

Dobra muzyka-polecam/So good music (I recomend)


Do dupy z tymi wszystkimi pudelkowymi "gwiazdami" muzyki.
Od tygodnia jestem pod nieustającym wrażeniem koncertu grupy Wojtka Mazolewskiego.
Naprawdę polecam posłuchać: http://www.youtube.com/watch?v=afU0GEL9sB8

Ostatni reportaż/My latest reportage


Mogę śmiało zaprosić do lektury najnowszego numeru Angory ,gdzie zamieściłem reportażyk z mojego ulubionego Pakistanu.